Nie taka oczywista opowieść o zbrodni

Filmowy wieczór przed telewizorem może być niesamowitym doświadczeniem, jeśli natrafi się na ciekawy seans. Nie każdy film wyprodukowany w ostatnich latach zasługuje na takie miano, nie ma jednak wątpliwości, że „Anioł” w reżyserii Luisa Ortegi to jeden z tych filmów, którymi trudno się nie zachwycać. Teraz historia argentyńskiego mordercy o twarzy dziecka, który sam o sobie mówił, że jest aniołem śmierci, jest dostępna także dla polskich widzów. Dzięki możliwościom telewizji internetowej można zapoznać się z nią bez konieczności wychodzenia z domu, całkowicie legalnie.

tablet photo

Gdy nie ma motywów

Film zaprasza nas w podróż po Buenos Aires z początku dwudziestego pierwszego wieku i daje nam wyjątkowego przewodnika. Jest nim Carlos – tytułowy „Anioł”, piękny, delikatny z wyglądu, a jednocześnie szalenie niebezpieczny. Chłopak od pierwszych scen filmu niepokoi, trudno się jednak dziwić, że widzowie nie czują się komfortowo w jego towarzystwie. Z jednej strony, jego piękna twarz zachęca do tego, aby myśleć o nim jak najlepiej. Z drugiej jednak, już od pierwszych scen mamy świadomość tego, że Carlos nie jest osobą, którą chcemy poznać bliżej.

Chłopak podąża ścieżką wiodącą ku coraz bardziej wyszukanym zbrodniom. Przeraża przy tym to, że nie ma szacunku nie tylko do cudzego mienia, ale i do ludzkiego życia. Sprawia wrażenie osoby, która nieustannie uczestniczy w niebezpiecznej zabawie, przekracza kolejne granice, a jednocześnie nic sobie z tego nie robi, Wydaje się zresztą, że dość szybko jesteśmy w stanie zdiagnozować źródła naszego „problemu” z Aniołem. Carlosa do kolejnych działań nie popycha ani zemsta, ani potrzeba zrekompensowania sobie niepowodzeń w życiu prywatnym. Nie jest osobą, która wpisywałaby się w schemat seryjnego mordercy, który krzywdzi tłumacząc się tym, że kiedyś sam został skrzywdzony. Gdy pociąga za spust, jego głównym motywem wydaje się być rosnąca adrenalina.

Opowieść o zbrodni i mieście

Co ciekawe, postać Carlosa nie narodziła się wcale w głowie reżysera filmu „Anioł”. Jej pierwowzorem był autentyczny argentyński seryjny morderca Carlos Eduardo Robledo Puch. Ortega nie stara się zrobić filmu biograficznego, stąd też nie wszystkie elementy biografii obu postaci się zgadzają, prawdą jest jednak to, że prawdziwy Carlos Puch również siał postrach na ulicach Buenos, a jego piękna, anielska twarz sprawiała, że trudno było uwierzyć w winy młodego przecież człowieka nawet, gdy policja miała już niemożliwe do podważenia dowody na to, że to on jest winien okropnych zbrodni.

Co ważne, w filmie Ortegi nie grają tylko aktorzy odtwarzający postaci głównych bohaterów. Gra również miasto i trudno nie zgodzić się z tym, że gra fantastycznie. To opowieść nie tylko o zbrodniach i odpowiedzialnych za nie ludziach, ale również o mieście, w którym nie ma miejsca ani na nadmierną wyrozumiałość, ani na przesadnie długie opłakiwanie tego, co stracone. Klimatu dopełnia doskonała muzyka, a ścieżka dźwiękowa filmu „Anioł” ma szansę pozostać z nami na długo po zakończeniu seansu.